CZERWONY KSIĘŻYC

Ja nie wiem czy "świat" jest na to gotowy, ale mniejsza z tym. Ważne, że we mnie wreszcie pojawiła się gotowość i odwaga wzięcia na klatę tego, co się ewentualnie "światu" w odpowiedzi na moje słowa urodzi.

Od ponad roku zgłębiam sobie tajemnice kobiecego cyklu. Czytam, oglądam, słucham a przede wszystkim obserwuję siebie: swoje nastroje, poziom energii, moje sny i to, jak zmienia się moje ciało w przeciągu przeciętnie 28, 29 dni mojego cyklu. I jedno już wiem na pewno: zmieniam się wraz z fazami księżyca. Zaokrąglam się i zwężam. Czasem schodzę głęboko w ciemność (jak w nowiu), innym razem śmigam sobie intensywnie po powierzchni. Bywa, że mogę przenosić góry a innym razem sama sobą ledwo sunę. Nie, nie mam napięcia przedmiesiączkowego. Jak już coś, to mam PMA - premenstrual awarness (uważność przedokresową) i to, co wtedy mówię to nie są żadne fanaberie, tylko właśnie rzeczy dla mnie ważne. Często takie, które na co dzień mnie irytują, ale to w sobie z jakiegoś powodu tłamszę. Inaczej mi się medytuje w trakcie krwawienia i przed nim. Inaczej mi się myśli, inaczej czuje. Ba, inaczej się też odżywiam. Nawet mnie nie proś o jakieś wymyślne asany, bo świadomie sobie wtedy odpuszczam. Za to przez dwa tygodnie po miesiączce i na moment przed nią moje ciało dużo więcej może. Mogłabym pewnie marudzić, że co mi po takim ciele w 50 % wydajnym, ale wolę sobie myśleć, że moja wiosna i lato zawsze wracają.

Jestem sobie cykliczna i do tego nie wstydzę się, że krwawię. Nie brzydzę się i nie buntuję. Z moją krwią przychodzi moc: moc dawania życia i moc tworzenia. Podobno kobiety w trakcie menstruacji w indiańskich społecznościach pozostawały w odosobnieniu po to, żeby śnić, medytować i zbierać swoje wizje, które potem służyły całej społeczności. Mało tego - nie brały udziału w ceremoniach nie dlatego, że były uważane za nieczyste, ale dlatego, że ich moc mogła zakłócić moc szamana odprawiającego rytuał.

Nie wiem jak Ty droga kobieto, ale ja nie zamierzam dłużej zaprzeczać tej magii i tym darom, które moja cykliczność ze sobą niesie. I jak tylko "świat" da zielone światło do spotkań, chcę świętować wspólnie w kobiecym gronie moje bycie kobietą i moją comiesięczną podróż do siebie.