JANEK

15 lat razem. Od początku studiów do wczoraj. Drogi był jak na 2004. Ponad stówkę mnie wtedy kosztował. Towarzyszył mi podczas podróży. Pół Hiszpanii razem przeszliśmy w trakcie Camino de Santiago. Lekki i pojemny był wówczas moim najwierniejszym kompanem. Był w Brazylii, był na Sardynii, był w Maroku, zasiedział się też ze mną w Portugalii, świetnie wpasowując się w lokalny koloryt. Był gdy poznawałam tyle osób, które dzisiaj należą do mojej przeszłości. Był gdy wyłam, był gdy skakałam z radości. Nosił te wszystkie książki, które wypożyczałam z biblioteki. Nosił pojemniki na jedzenie z obiadkiem, gdy jeździłam hen daleko "za chlebem" do Piaseczna czy Góry Kalwarii (wtedy to zwało się "studenckim biedowaniem" dzisiaj to jest byciem zero waste). Nosił dziesiątki słoiczków na warsztaty i korzenie ziół własnoręcznie przeze mnie wykopane. I nawet żołciaka świeżego kiedyś dźwigał. Nosił moje codzienne radości i troski. Uczył mnie, że im mniej tym lżej - i jemu i mnie. Razem się nieco zużyliśmy, pomarszczyliśmy, rozciągnęliśmy. On zacerowany a ja z wewnętrzną blizną po takim czy innym kryzysie.

Moja mama go nie znosiła a znajomi komentowali, że najwyższa pora na nowy. A to że niezbyt reprezentacyjny albo że mało kobiecy czy coś tam jeszcze innego. Może i nieco za długo byliśmy razem. Może nie chciałam puścić. Może za bardzo przywiązuję się do rzeczy. Mówią, że łatwiej kochać zwierzęta niż ludzi a co dopiero rzeczy! Nigdy nawet na mnie nie fuknął. Nigdy nie powiedział nie, nawet wracając za studenckich czasów "od mamusi", która kochając mnie i tucząc dla niego nie miała litości.

Może chciałam nim zaprotestować, bo jedno wiem na pewno - marne szanse żeby jakikolwiek inny mi kiedykolwiek tak długo towarzyszył. W końcu rzeczy, które kupujemy w dzisiejszym świecie mają z góry zaprogramowaną żywotność. W przypadku odzieży i akcesoriów wystarczy dotknąć materiału, zwrócić uwagę na cenę, spojrzeć na plastikowe elementy, aby całą sobą poczuć, że wspólna droga długo nie potrwa. I wcale się taki plecaczek popsuć nie musi żeby pójść w odstawkę. 70 procentowa przecena wygra z prawie każdym przywiązaniem. "Bo przecież możesz sobie pozwolić", "Stać Cię przecież", "Jesteś tego warta" i inne brednie.

Żegnaj "Janek", niezastąpiony nosicielu wspomnień. W 2020 życzę sobie i Wam jak najwięcej takich kompanów jak Ty