“Joga dla ciała, oddechu i umysłu” A.G. Mohana

          Ponowna lektura wartościowego tekstu przynosi niekiedy naprawdę ciekawe wnioski. Zgodnie ze słynnym hieraklitowym powiedzeniem: my nie jesteśmy już Ci sami i dlatego książka, w którą się zagłębiamy nie może liczyć na taki sam odbiór. W tym przypadku to naprawdę dobrze, bo moje pierwsze podejście do “Jogi dla ciała, oddechu i umysłu” A.G. Mohana było podszyte, delikatnie rzecz ujmując, pewnym onieśmieleniem w obliczu raczej niełatwej lektury. Ponowna próba sił natomiast zbiegła się w czasie z takim momentem na mojej jogicznej ścieżce, w którym potrzebowałam potwierdzenia pewnych fundamentalnych jogicznych “prawd”. Tak bardzo fundamentalnych, że często się o nich wręcz zapomina. No i ostatecznie, zaiskrzyło. Ten tekst oprócz tego, że ma zachęcić do lektury książki A.G. Mohana, jest dla mnie właśnie próbą usystematyzowania pewnych zasadniczych kwestii ściśle związanych z praktyką jogi.

JOGA TO NIE TYLKO ASANY

          Joga w myśl klasycznych tekstów ma osiem stopni: yama, niyama, asana, pranayama, pratyahara, dharana, dhyana i samadhi. Asany są więc tylko jednym z etapów na jogicznej ścieżce, nie mniej i nie bardziej ważnym niż inne. W jodze dążymy przede wszystkim w kierunku spokojnego i niczym niezmąconego umysłu a gibkie i sprawne ciało jest tak jakby efektem ubocznym. Tak dla przypomnienia…

PRAKTYKĘ DOSTOSOWUJE SIĘ DO ADEPTA

          Według A.G. Mohana:

Rozmaite osoby różnią się na wielu płaszczyznach a więc ich potrzeby i priorytety siłą rzeczy będą odmienne. Różnorodność dotycząca budowy ciał i ich stanów sprawia, że jedna i ta sama asana będzie (i powinna) wyglądać nieco inaczej w wykonaniu każdego adepta (str 52).

          Nie jest więc tak, że to my mamy się dostosować do jakiejś z góry narzuconej idealnej formy asany. Jeśli dajmy na to w standardowej wersji którejś z asan nie możemy spokojnie i głęboko oddychać lub czujemy kumulujące się napięcie albo wręcz ból, powinniśmy bez wstydu i krępacji, poszukać naszej wersji. Możemy to zrobić sami, jeśli mamy wystarczającą wiedzę i świadomości ciała, albo poprosić naszego nauczyciela o stosowne modyfikacje. Brak poczucia stabilności i komfortu w pozycji (w końcu sthira sukham asanam) praktycznie dyskwalifikuje ją jako asanę i przesuwa w kierunku zwyczajnego fitnessu. Oczywiście chcemy zachować pierwotną rolę asany, ale nie kosztem siłowego wpychania się w pozycję:

Asana nie powinna być po prostu narzuconą formą, do której masz dopasować swoje ciało; ma być raczej czymś, co wyrasta z Twojego wnętrza. To, co widzisz w lustrze, to właśnie zewnętrzna forma pozycji, ale prawdziwa funkcja takiego układu ciała powiązana jest z tym, co czujesz. Celem jogi jest jedność, a nie jednolitość. (str. 52)

ŚWIADOMOŚĆ CELU PRAKTYKI

          Jakiekolwiek kroki podejmujemy w naszej praktyce jogi, musimy najpierw wiedzieć dlaczego działamy tak a nie inaczej. Jeśli jesteśmy nadmiernie pobudzeni, kiepskim pomysłem będzie dodatkowe doenergetyzowywanie się bhastiką a gdy czujemy sztywność w barkach przed przejściem do pozycji odwróconych musimy się koniecznie zająć tym obszarem. Ba, może nawet danego dnia powinniśmy z nich zrezygnować. To, że kochamy jakąś asanę wcale nie oznacza, że mamy ją codziennie praktykować a to, że którejś nie znosimy nie jest wystarczającym powodem, żeby nigdy jej nie ćwiczyć. Często bywa tak, że najwięcej korzyści przynoszą nam pozycje/pranajamy/ćwiczenia medytacyjne, które są dla nas największym wyzwaniem. Mohan zachęca w swojej książce do szukania równowagi pomiędzy sikszaną (nakazem) a rakszaną (zakazem) aby z jednej strony zbytnio się nie forsować a z drugiej nie osiadać na laurach.

          Joga vinyasa krama, której naucza A.G. Mohan (a także moi nauczyciele: Agnieszka i Maciek Wielobób) to joga, w której rozsądnie stawia się kroki w kierunku wcześniej obranego celu. Cele krótkofalowe, bieżące są podporządkowane celom długofalowym. Jeśli założyliśmy, że chcemy dzięki jodze nadać ciału sprężystości i siły, to w codziennej praktyce będziemy balansować między wzmacnianiem a rozciąganiem. Cele możemy oczywiście rozsądnie modyfikować, z jednej strony broniąc się przed rutyną a z drugiej dostosowując się do bieżących okoliczności takich jak np. ograniczony czas, menstruacja, choroba, zmęczenie, ewentualne kontuzje.

ROLA ODDECHU

          W vinyasie kramie ruch podąża za oddechem a nie odwrotnie. Oddech jest nadrzędny i to on, wraz z naszą wewnętrzną świadomością, są najlepszymi drogowskazami w trakcie praktyki. Cóż z tego że dajemy radę zejść naprawdę nisko w trikonasanie jeśli brakuje nam wtedy oddechu i do tego zapadamy się z klatce piersiowej? To żaden wstyd pozostać wyżej!  Z drugiej strony na nic się zdaje opanowanie do perfekcji samej techniki np. w pranajamach palcowych typu nadi śodhana, jeśli nasz umysł zawsze pozostaje rozproszony a my bujamy w obłokach.

          Zgodnie z książką Mohana oddech w trakcie praktyki powinien mieć dwie właściwości: dirgha (długi i miarowy, również w sensie regularności, rytmu) i sukszma (płynny i subtelny czyli między innymi skierowany do wewnątrz). Jeśli jest długi ale nie jest płynny (tylko forsowany) to skracamy go. Jeśli już z łatwością udaje nam się powtarzać pewien schemat oddechu to poświęćmy więcej energii na medytacyjne jego aspekty.

JOGA ZMIENIA ŻYCIE…

          Tytuł książki A.G Mohana może i nie jest jakiś efektowny, ale zwraca naszą uwagę na kwestie fundamentalne. Joga ma być drogą reintegracji osobistej. Praktyka dotyczy więc nie tylko ciała, ale również, a może przede wszystkim oddechu i umysłu. Praktyka jogi przekłada się na nasze życie codzienne, ma na celu “zapewnienie możliwości klarownego postrzegania świata” (str. 29) wolnego od fałszywych identyfikacji, niepokojów i niepohamowanych pragnień.

          Na początku drogi może i brzmi to nieco podręcznikowo, ale im dalej w las, tym bardziej oczywiste się to staje. Jeśli decydujemy się wejść do np. stania na głowie a nie jest to dla nas łatwe, to możliwe że w życiu codziennym też będziemy bardziej skłonni do podejmowania ryzyka i wychodzenia poza strefę komfortu. Z drugiej strony jeśli na siłę wpychamy się do pozycji na tzw. bezdechu to być może na co dzień też mamy tendencję do przeforsowywania i nadwyrężania się? Każdy element praktyki jogi niesie ze sobą pewne jakości. Dla przykładu o wygięciach w tył mówi się, że mają działanie otwierające, uwalniające emocje. Pozycje stojące uziemiają, dodają energii. Skłony w przód  relaksują, wyciszają. Pranajama śitali wychładza i redukuje napięcia a kapalabhati pobudza do działania.

         Last but not least. Trening etyczny obejmujący jamy i nijamy jest również ważnym  elementem codziennej praktyki. Jamy (praktyki określające nasze relacje z innymi) i nijamy (indywidualna dyscyplina umysłu) służą kształtowaniu w nas uważności, ale i świadomemu modyfikowaniu naszego postępowania tak, aby było ono zgodne z przyjętą zasadą. Tu nie chodzi tylko o deklarowanie czegokolwiek, tu chodzi o ćwiczenie się dajmy na to w niekrzywdzeniu (ahimsa). Więcej o jamach i nijamach przeczytacie na blogu Maćka Wieloboba: https://maciejwielobob.pl/2017/01/jamy-nijamy-joga/


© Copyright martalebre