MAMO

Mamo,

pamiętam Cię jeszcze z moich czasów szkolnych jak mało co jadłaś. Gotowałaś nam obiadki, mnie i tacie a na Twoim talerzu nie było prawie nic. I do dzisiaj jak jemy w towarzystwie, to prawie nic na naszych talerzach nie ma. Ja i Ty. Trochę jakbyśmy chciały udowodnić, że nasz krągłości to nie nasza wina. Mamo, jesteśmy piękne, wiesz?

Mamo,

ja nie wiem, skąd Ty wiedziałaś, że w granatowym mi najlepiej. Nawet teraz gdy znowu przefarbowałam włosy na ten rudy, przeciw któremu tak bardzo kiedyś protestowałaś. “Zniszczysz sobie włosy Martuśka”. Pamiętam jak dziś te wojny o krótkie spódniczki i dekolty. Ty pewnie też pamiętasz. Chyba nie da się nastolatki uchronić przed szukaniem. Nawet jeśli wygląda karykaturalnie. Mnie się przynajmniej nie dało.

Mamo,

dziękuję Ci, że mi znalazłaś wtedy to stypendium. Bo wiesz ja naprawdę chciałam w tej Warszawie. Sama jeszcze nie wiedziałam, w co się pakuję, pchając się do miasta jak z “Dynastii”. Hałas, biedowanie i stres. Odkrycia, przygoda, przekraczanie siebie. To moje pierwsze lata studiów. Ale przecież to Ty mnie pierwszy raz tutaj przywiozłaś. Pamiętasz, z Panem Bogdanem przyjechałyśmy? Nie wiem czemu, ale do dziś pamiętam te żyrandole. I pamiętam, jak czekałam na Ciebie, wracającą z podróży stamtąd właśnie i jak mi tego “Króla Lwa” przywiozłaś. Hakuna matata Mamo, Hakuna matata…

Mamo,

ja wiem, że to, co teraz robię ze swoim życiem, to nie jest szczyt Twoich marzeń. Że nie mam swojego domu ani nawet kredytu nie mam. I że może moja praca nie przynosi takich zysków jak by się można spodziewać po absolwentce trzech kierunków. Uwierz mi Mamo, tak wygląda moje szczęście. I nie bój się, ja sobie poradzę. I jak będzie potrzeba, to ja Cię wesprę Mamo tak jak Ty mnie wspierałaś i pieniądze też się znajdą. A szczęścia nie da się kupić. Bezpieczeństwa też się nie da. Zobacz tylko, co się ze światem wyprawia.

Kochana Mamo,

jesteś dla mnie wzorem. Wtedy gdy wypełniasz ludziom pity za darmo i gdy spędzasz całe dnie w kuchni, “gotując” swoją miłość. I gdy kupujesz wszystkim prezenty i pamiętasz o każdych urodzinach. Gdy ślęczysz nad telefonem, rozwiązując czyjeś zadania z matematyki. I gdy dzwonisz do urzędów i do lekarzy, bo ja się “wstydzę” czy “brzydzę”. Wzorem najczystszej miłości jesteś. I wiem, że jesteś najsilniejsza z nas wszystkich, bo jako jedyna nie płakałaś, gdy przyszły złe wieści. Albo nie dałaś tego po sobie poznać. Broniłaś nadziei. Jesteś ostoją, Mamo. Dbaj o siebie i kochaj siebie bezwarunkowo, tak jak ja Cię kocham. Trochę mi zajęło czasu, żeby sobie to uświadomić, ale teraz wiem to na pewno.

Kocham Cię, Mamo <3

Ps Nos to masz za mną :)

Ps 2 Wiem, że nie lubisz zdjęć, ale prawie Cię tu nie widać