miedziane zasady sufickie

NIE NOŚ W SOBIE ZŁOŚCI NAWET DO NAJGORSZEGO WROGA
(Miedziana Zasada VII z 40 zasad Hazrata Inayata Khana)

Suficka praktyka 40 zasad, z którą jestem już od ponad półtora roku, zmieniła moje życie. Etyka przestała dla mnie być pustym frazesem i zaczęła tętnić życiem, moim własnym życiem. Niejednokrotnie pracując z którąś z zasad miałam wrażenie, że jestem wystawiana na próbę i że jakimś dziwnym zrządzeniem losu czuję w swoim życiu jej obecność. Najpierw przychodziła refleksja, potem bardziej lub mniej udane próby wprowadzenia zasady w życie, znowu refleksja, modyfikacja, kolejne próby i na koniec zamiast perfekcji "wykonania" pewna głęboka, uczciwa i bezcenna zmiana w świadomości.

Obecnie pracuję nad zasadą, która głosi "Moje uczciwe ja: nie noś w sobie złości nawet do najgorszego wroga" i ta zasada znowu bardzo mocno rezonuje w moim życiu. Z każdym dniem uświadamiam sobie to jak często u innych denerwują mnie moje własne przywary. Złoszcząc się na nich, złoszczę się nie mniej ni więcej tylko właśnie na siebie. Nie potrafiąc im przebaczyć, to właśnie sobie a nie komuś innemu nie mogę odpuścić. Jakże mogłabym okazać innym współczucie jeśli sobie samej go nie daję? Patrząc przecież szerzej, wszyscy jesteśmy emanacją tej samej boskiej siły. Tyle mnie w Tobie, tyle Ciebie we mnie...
Przebaczenie niesie ze sobą aspekt ukojenia nie tylko dla winnego ale też dla obwiniającego. Noszenie w sobie złości, bardzo obciąża po pierwsze naszą własną energię, po drugie nasze własne ciało. A ciało bardzo dużo pamięta. Z moich doświadczeń wynika, że chowanie w sobie złości również może być destrukcyjne i może prowadzić do wielu uciążliwych dolegliwości psychosomatycznych. Dlatego tak ważna jest szczera rozmowa, niechże ona będzie pełna emocji bo przecież tylko wtedy, gdy coś do siebie dopuścimy, mamy szansę się od tego uwolnić. Świat oferuje nam różne formy wyrażania gniewu i złości. Można to zrobić poprzez taniec, sztukę, krzyk, sport, tworzenie, płacz albo po prostu przez bycie złym, danie sobie na to bezpiecznej przestrzeni.
Bywa też tak, przynajmniej u mnie, że tkwię w jakiejś złości albo trzymam się etykietki "tej skrzywdzonej" bo coś mi to daje. Niekiedy jest to poczucie wyższości, dopieszczenie swojego ego. Innym razem idzie razem z tym większa wyrozumiałość względem moich własnych przywar bo przecież ja mogę, bo inni są gorsi, bo mnie skrzywdzono. Niekiedy tkwię w złości z lenistwa, z przyzwyczajenia, dlatego, że rozwiązanie całej sytuacji wiąże się z nieprzyjemną konfrontacją albo jakimś wysiłkiem z mojej strony. Dlatego przez te czterdzieści dni powtarzam od rana jak mantrę "Moje uczciwe ja: nie noś w sobie złości nawet do najgorszego wroga". Żeby to sobie uświadomić i żeby dać sobie szansę na uwolnienie się.


"PORZUĆ WSZELKIE UPRZEDZENIA WOBEC INNYCH" głosi suficka miedziana zasada numer dziewięć, której od paru dni się uważnie przyglądam. Pozornie prosta i oczywista, ale z każdą chwilą jej praktyki uświadamiam sobie jak bardzo przeszłe doświadczenia warunkują moje aktualne podejście do ludzi. Moje wyobrażenie siebie jako osoby tolerancyjnej przechodzi trudną próbę za każdym razem gdy słyszę w swojej głowie niemal mimowolne: "a bo Hiszpanie to tacy powierzchowni", "tak, ludzie na wsi nie mają świadomości" a potem "jak zwykle się poplamiłeś", "no jak to zawodówka to na pewno niezbyt rozgarnięci" czy też "u niego zawsze jest ciekawie" albo "tak myślałam że zapomnisz", itp, itd. Za tym wszystkim stoję ja z jednej, bardziej kognitywistycznej strony próbująca ogarnąć i uprościć skomplikowaną poznawczo rzeczywistość wokół siebie a z drugiej żyjąca sobie po prostu na pilocie automatycznym i niekiedy, o zgrozo, potrafiąca niezwykle celnie przytoczyć milion argumentów przemawiających za słusznością swoich "uprzedzonych" wnioskowań.

Ale uprzedzony podwójnie traci. Zamyka sobie drzwi do odkrywania np. ciekawych znajomości. Wśród milionów "powierzchownych" Hiszpanów mógłby bowiem znaleźć tego jednego jedynego przyjaciela na całe życie (apropos "a bo Hiszpanie to tacy powierzchowni"). Ucieka mu szansa na okazanie empatii i współczucia wobec bliskich bo skąd niby tak naprawdę wie, że ta setna poplamiona koszula nie była po prostu wypadkiem przy pracy kogoś kto bardzo stara się nie poplamić (apropos "jak zwykle się poplamiłeś"). Nie wspominając już o tym, że oczekiwanie zawsze tych samych odczuć po kontaktach z kimś tam podczas czegoś tam jest marzeniem ściętej głowy ("u niego zawsze jest ciekawie") i prowadzi w prostej linii do rozczarowania. Bo i my nie Ci sami, i rzeka nie ta.

W jodze często mówi się o błędnym postrzeganiu (avidya) i o różnych jego przejawach. Raga to rodzaj avidji oparty na przywiązaniu do wcześniejszych doświadczeń. Skoro kiedyś tam zjadłam rukolę i nie zasmakowała mi, to już nie będę po nią sięgała żeby znowu tego nie poczuć. Stąd tylko jeden krok do zarzucenia rukoli jako takiej a przecież i smaczna i potrzebna organizmowi i da się na wiele różnych sposobów przyrządzić. Oczywiście w sufickiej zasadzie bynajmniej nie o uprzedzenia kulinarne chodzi 

A gdyby tak na wszystko starać się patrzeć oczami nowo narodzonego dziecka, zrzucając zasłonę avidji? Otworzyć się na spotkanie z drugim człowiekiem w tu i teraz. Bez wstępnych oczekiwań, bez założeń, bez uprzedzeń... Świeżym podejściem dawać przykład światu, że się da. Szukam w sobie gotowości... Z każdym dniem jest coraz lepiej.


DZIESIĄTA MIEDZIANA ZASADA z 40 zasad Hazrata Inayata Khana jest o zaufaniu. Przez cały ostatni rok to był temat, który nieustannie do mnie wracał. Na ceremonii duchowości tańca u Tomka Kudłacza przyszło do mnie właśnie takie wezwanie, ale jak wiadomo świeżo zasiane ziarenko potrzebuje czasu, żeby wydać plony.
Niedługo potem była podróż do Indii i całe to głębokie doświadczenie panchakarmy, które najmocniej zadziałało właśnie na poziomie mentalnym. I bardzo ważne dla mnie słowa Maćka Wieloboba, które chyba wtedy po raz pierwszy w takiej formie padły "żeby bronić swoich wartości w sposób zgodny ze swoimi wartościami". Zaufałam sobie wtedy w tym, żeby nie odpowiadać przemocą na przemoc, ale i jednocześnie znać swoją wartość i nie pozwalać innym jej umniejszać. To był i nadal jest długi proces. I zawsze dobrze mieć przy sobie kogoś, kto tę wiarę w nas samych podziela i roznieca. Zwłaszcza jeśli kiedyś, lata świetlne temu, ktoś ją mocno podważył.
Coś się potem zaczęło we mnie budzić. Jakaś taka siła twórcza połączona z wiarą, że dam radę. Miałam wrażenie, że od dawna ją w sobie noszę, ale od bardzo niedawna ją w sobie uznaję. Dłuższe i krótsze chwile refleksji i medytacji bardzo mnie w tym wspomogły. I nie, wcale się jakoś drastycznie mój zasób wiedzy z dnia na dzień nie zmienił. Ja zwyczajnie dałam mu przestrzeń. Zaufałam i powstał ten blog. Cieszyłam się jak dziecko, pomysły sypały się jak z rękawa.
A potem już popłynęły kręgi. A z nimi temat kobiecej intuicji i milion różnych innych rozkminek. Niby cywilizacja indywidualizmu ale guru wszelakie i inne dobre rady atakują zewsząd. Niby wszystko można, ale ten samochód, to mieszkanie, ta stała praca na etaciku i ten angielski by się przydało i postaw na rozwój i bądź taki i śmaki...Kto mi niby ma mówić co dla mnie najlepsze jeśli nie ja sama? Proste i jasne jak słońce, ale w dzisiejszym świecie takie myślenie jest mocno pod prąd. I dużo się trzeba oduczyć, żeby je w sobie na nowo uruchomić. Mówię na nowo bo jako mała dziewczynka i młoda kobietka nie dawałam sobie w kasze dmuchać i byłam "rozkapryszona" jak dziadowski bicz. I robiłam po swojemu "por las buenas y por las malas". A potem coś mnie okiełznało. I znowu życie jawi mi się jako droga powrotna do siebie... Jak u sufich...
W listopadzie udało się wreszcie otworzyć firmę po latach biadolenia, że bym chciała. Ale praca nad zaufaniem do siebie trwa nadal. Często dotrzymuję sobie słowa, ale nie zawsze mi się to udaje. Mam skłonności do autosabotażu i brania na siebie zbyt wiele. Lawiruje cały czas pomiędzy wolnością a poczuciem bezpieczeństwa, zaufaniem do siebie a wymaganiami świata, w którym żyje. Przyda mi się bardzo te czterdzieści dni praktyki kolejnej sufickiej zasady, żeby się utwierdzić w zaufaniu. "Wszystkim, co robisz, dowódź tego, że jesteś godne zaufania."

Więcej o 40 zasadach przeczytacie na blogu Maćka Wieloboba: https://maciejwielobob.pl/2013/01/40-zasad-inayata-khana/

© Copyright martalebre