NA DZIEŃ MATKI ZIEMI

Tęsknię Matko Ziemio…

Pare tygodni temu rozpływałam się tutaj nad kwarantannowymi benefitami. Że w końcu mam czas dla siebie, że świat zwolnił, że się rozpływam w nicnierobieniu. Dzisiaj dla równowagi przychodzę z niepokojem i z ogromną tęsknotą i nie bez kozery, dotyka mnie ona najmocniej dzisiaj - w dzień Matki Ziemi. Tak się sobie przyglądam i widzę, jakie spustoszenie się dokonało w moim organizmie przez te pare tygodni odcięcia od natury. Skóra bez wyrazu, szorstka i szarawa. Włosy bez połysku, bez życia, bez tlenu. Miewam pustkę w oczach, czuję napięcie w spuchniętym ciele, całe moje ciało bez wigoru jakieś takie. Ja wiem, że ktoś tam już ogłosił cztery etapy wychodzenia z kwarantanny, ale ja w tej chwili czuję się, jak ten więzień wypuszczony z kicia. Trochę nie dowierzam i cały czas przyglądam się skali zniszczeń. Bo jeśli miesiąc odcięcia, przynosi to, co ja teraz widzę i czuję, to jak będzie wyglądało moje życie, jeśli Matka Ziemia będzie coraz częściej chorować. A jak będzie wyglądało życie tych, którzy przyjdą po mnie? Czy w ogóle będzie jakoś wyglądało? Czy chora matka może w ogóle chronić swoje dzieci? Wyniszczające wirusy, pożary bez końca, widmo ekstremalnej suszy, wymieranie zwierząt, plastikowe deszcze, koniec życia w oceanach, świat jednym wielkim śmietnikiem.

Czytałam podczas tej kwarantanny mnóstwo mądrych tekstów, które opisywały całą tą pandemie (czy jakkolwiek to nazywacie) jako rytuał przejścia. Męczy mnie dzisiaj pytanie dokąd w takim razie zmierzamy? Jaki będzie ten kolejny etap w historii ludzkości? Bo to, że jesteśmy wszyscy połączeni chyba nigdy nie było dla mnie tak ewidentne. Czuję to w ciele dotkniętym przymusową niewolą. Jedziemy na tym samym wózku i ta sama Ziemia nas karmi. Pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście takie mądre zdanie: najpierw zadbaj o siebie, żebyś mógł(a) troszczyć się o innych. Może rzeczywiście jest tak, że Ziemi ten czas odseparowania największego szkodnika jest na coś potrzebny. Ja nie wiem już naprawdę, w którą teorię spiskową najlepiej teraz uwierzyć, manipulacja konfabulacją pogania, więcej fake news się już chyba nie da a polscy oficjele dotykają politycznego dna po stokroć. Wiem tylko jedno: nie damy sobie bez niej rady. Uschniemy, uleci z nas życie. I tutaj jest potrzebna rewolucja a nie ewolucja i to od zaraz. I nie raz od wielkiego dzwonu ale codziennie. Koniec i kropka.