TO urokach minimalizmu


Przy obecnej dostępności i obfitości ciuchów z drugiej ręki, rzadko kupuję jakiekolwiek nowe ubrania. Na wymiankach ciuchowych znajduję większość potrzebnych mi rzeczy, przy okazji oszczędzając sobie zbędnych wydatków i wyrzutów sumienia, że wspieram ten cały fast fashion. Bielizny jednak w ten sposób nie zdobędę więc gdy jest potrzeba nabywam nowe majty czy skarpety. Tak też się stało w zeszłym tygodniu i powiem Wam, że dawno już tak bardzo nie cieszyłam się z zakupów. To, że kupuję rzadko, sprawia, że daje mi to dużo więcej frajdy. Zaczęłam nawet przymierzać rzeczone kolorowe skarpetasy na co mój małżonek patrzył z niemałą konsternacją. Cieszyłam się po prostu! A co!

Minimalizm poza tym, że pozwala poczuć skarpetkowy dreszcz emocji, nieustannie rozwija też moją kreatywność. A to kręcę szampony w kostce i zastanawiam się co z mojej ziołowej kolekcji może zastąpić składniki, których akurat nie posiadam. Innym razem minimalistycznie utwierdzam się w przekonaniu, że książki są po to by je czytać a nie wciąż kupować nowe i stawiać na półkach a następnie zastanawiać się co by tu jeszcze dokupić do kolekcji. Czasem też świadomie odcinam się od bombardujących mnie zewsząd milionach ofert o kursach, warsztatach, wyjazdach, szkoleniach. Tak, mogłabym się na nie wszystkie zapisać i pewnie bym też z nich sporo dobrego wyniosła. Wolę jednak przeprowadzić gruntowną selekcję a najpierw w ogóle sama w sobie poszperać i drogą medytacji i uważności odkrywać to, co dla mnie najważniejsze i jaka jest ta droga, którą powinnam kroczyć. Przecież mogę być swoim własnym guru. Kto jeśli nie ja wiem najlepiej co mnie samej jest potrzebne.

Reasumując: korzystam po prostu z zasobów, które mam, dając im nowe życie. Zanim coś kupię, myślę czy nie łatwiej to będzie czymś zastąpić np.zmielony korzeń żywokostu zamiast lnu w szamponie, lektura książki, która od miesięcy się tego domaga zamiast kupowania nowej, szukanie i odkrywanie potencjału w sobie zamiast polegania zawsze na autorytetach. No i ta prawdziwa niekłamana radość. Radość ze skarpetek.

© Copyright martalebre