Trzy "wzrusze"

Trzy "wzrusze" przeżyłam w trakcie piątkowego Kongresu Kobiet, odbywającego się pod hasłem "Równość. Ekologia. Demokracja."

Pierwszy wtedy, gdy w słowach młodego 18-letniego aktywisty Młodzieżowego Strajku Klimatycznego usłyszałam swoje obawy i frustracje. Bo chociaż jestem prawie dwa razy starsza to w obliczu katastrofy klimatycznej tak jak On (nie pamiętam z nazwiska, ale bardzo szanuję) boję się o przyszłość swoją i tych, którzy przyjdą po mnie. Dlatego piszę #lessisbest , dlatego nieustannie się dokształcam w temacie, dlatego dzielę się tym, co wiem i dlatego robię co mogę, żeby ograniczyć ilość odpadów. Niemniej jednak tak jak ten młody Chłopak przez duże CH nie zgadzam się na zrzucanie całej odpowiedzialności na jednostki podczas gdy wielki biznes, politycy i inni decydenci umywają sobie bezkarnie ręce. Nie potrzebuję tego typu jednostkowego bohaterstwa i nie chcę dla siebie tego brzemienia. Koniec i kropka!


Drugi "wzrusz" przyszedł gdy słuchałam optymistycznego świadectwa założycielki Fundacji Nasza Ziemia, Miry Stanisławskiej-Meysztowicz, kobiety która ponad 20 lat temu przywiozła do Polski z Australii ideę sprzątania świata. Pani Mira z uśmiechem na twarzy i z nadzieją w głosie opowiadała o tym, jak zaprosiła do swojej akcji sprzątania plaży Poniatowskiej ambasadorów z różnych krajów i jak ci karnie pojawili się na sprzątaniu. Nie to jednak w Jej historii było najpiękniejsze, ale sam sposób w jaki motywowała ludzi do zaangażowania w ekologie. "Słuchajcie pomóżcie mi, ja sama nie dam rady tego wszystkiego posprzątać", bez cienia nacisku, bez grama oceny i bez oczekiwań.


Trzeci "wzrusz" był zdecydowanie najmocniejszy, ale i dla mnie najintymniejszy. Dzięki inicjatywie Centrum Duchowego a przede wszystkim dzięki świadectwu Tanny Jakubowicz-Mount zrozumiałam jak ważne jest odbudowanie we mnie i w każdym z osobna prawdziwej miłości do Matki Ziemi i że to jest najlepszy, jeśli nie jedyny sposób na odwrócenie postępującej degradacji środowiska. Przed tym spotkaniem nie wiedziałam co robić, gdy dotyka mnie ekologiczny spleen, gdy nie mam sił, gdy łapie zwątpienie. Teraz gdy coś takiego mi się przydarzy, po prostu pójdę na łąkę, do lasu, nad rzekę, na moje ukochane wzgórza i tam doładuję baterie. Im bardziej uświadamiam sobie swoją miłość do przyrody, tym mniejsza potrzeba destrukcji i zachłanności i tym większa opiekuńczość i serdeczność. O Naszą Matkę przecież chodzi ❤️ Spróbujcie 🍀

 W tytule widnieje obraz, który malowałyśmy wspólnie na zakończenie Kręgu zgodnie z zasadami Vedic Art pod czujnym okiem Grażyny Cholewińskiej.

© Copyright martalebre