z pamiętnika dzikiego alchemika

Wiosenne dzieło sztuki

        

     Jest taki moment w roku kiedy na drzewach zaczynają rozkwitać pąki. Praktycznie z dnia na dzień dobro skumulowane przez długie miesiące w maleńkich pączkach budzi się do zielonego życia. Wszędzie żółci się forsycja, nieśmiało wyglądają lipowe listki, gdzieniegdzie bieleją już dzikie jabłonki a na łąkach ziarnopłon jak szalony rozkłada zielone dywany. Ja mam podobnie. Dostaję przysłowiowego wiosennego kopa wraz z przekonaniem, że od teraz tylko rozkwit. Kończy się mokre przedwiośnie, przegródka na termometrze ochoczo skacze do góry a we mnie budzi się zew zbieracza. I chociaż w sklepach, przynajmniej dla tych co jak ja z zasady jedzą sezonowo, nadal przednówkowa monotonia, w naturze króluje obfitość.

     A może by tak zjeść sobie takie małe, dzikie dzieło sztuki? Zdrowe bo bogate między innymi w rutynę (forsycja, lipa), garbniki i flawonoidy (kwiaty klonu, szyszki modrzewia, lipa), powlekające przewód pokarmowy śluzy (lipa) i odżywcze cukry (klon i lipa). Czuję pod skórą, że poza całym tym fitoterapeutycznym bogactwem z młodych listków, kwiatów i szyszek płynie też w moim kierunku pewna potrzebna mi energia. I chociaż nie jem nic w ciemno, to jednak zgodnie z własną intuicją po pewne roślinki sięgam częściej niż po inne. W słowniku Fischera, do którego mam dostęp dzięki uprzejmości profesora Łuczaja, wyczytałam o ochronnych właściwościach klonu. Z jego liści wito niegdyś specjalne wieńce odstraszające choroby i wszelkie nieszczęścia. Lipa również chroni, między innymi przed złymi czarami i uderzeniami pioruna. Mówi się, że mieszka w niej biała Pani i utożsamia się ją z tym co święte. Gdy w noc świętojańską urwie się z drzewka lipowego listek i wypowie życzenie, to spełni się ono w ciągu roku. Młodych, wiosennych pędów i igliwia modrzewia od dawien dawna używa się do kąpieli uzdrawiających. I ten drzewny, żywiczny aromat…

Świeżo zebrane z krzaczka i z drzewka

młode listki lipy, młode kwiaty klonu z młodymi słodkimi listkami, kwiatki forsycji, młode czerwonawe szyszki modrzewiowe, kwiatki dzikiej jabłonki do dekoracji oraz prażone ziarna słonecznika polewamy dressingiem na bazie sosu sojowego, domowego niepasteryzowanego octu jabłkowego, oliwy z oliwek i kolorowego pieprzu.

Chyba nigdy dotąd nie zdarzyło mi się jeść czegoś tak pięknego i jednocześnie tak smacznego. Uczta dla zmysłów i dla podniebienia :)





© Copyright martalebre