#less is best

projekt #lessisbest 

Wprowadzenie do projektu

LESS IS BEST to mój najnowszy projekt, który powstał z potrzeby dzielenia się filozofią less waste i działania w obliczu podbramkowej sytuacji klimatycznej, która, chcemy czy nie, i tak nas wszystkich dotyczy. Od dziś przynajmniej raz na tydzień, będę tutaj dzielić się moją wiedzą i doświadczeniami z zakresu naturalnej i bezodpadowej pielęgnacji, publikować proste przepisy na kosmetyki i środki czystości less waste DIY, organizować motywujące wyzwania  a także dzielić się osobistymi refleksjami w temacie i motywować do zmiany na lepsze. Chcę promować dobre eko-praktyki i ciekawe eventy, opowiadać o minimalistycznym podejściu do życia oraz wspólnie z Wami szukać jak najbardziej przyjaznych środowisku rozwiązań. Wierzę, że im więcej z nas żyje w stylu less waste, tym większe wytchnienie dla środowiska.

Przemyśl to: less is best! Jeśli jesteś standardową Polką to do codziennej pielęgnacji twarzy używasz całego mnóstwa kosmetyków: żeli, toników, peelingów, kremów, maseczek, serum, kremów pod oczy itp. plus całej gamy kosmetyków kolorowych do makijażu. Po pierwsze REFUSE! Czy aby na pewno wszystkie te kosmetyki są Ci tak bardzo potrzebne? Czy ktoś tutaj czasem nakłaniając Cię nieustannie nachalną reklamą do tych wszystkich zakupów nie próbuje aby po prostu zarobić na Tobie kokosów? Po drugie REDUCE! Czy koniecznie musisz mieć osobne kosmetyki do każdego fragmentu Twojej twarzy? Czy aby na pewno spełniają one swoją rolę? Czy warto wydawać na nie tyle kasy? Próbowałaś już inaczej i porównywałaś efekty? Zdajesz sobie sprawę, że ze względu na opakowania, w jakich się je sprzedaje oraz często nienaturalny skład dramatycznie zanieczyszczają one środowisko?  Po trzecie REUSE! A może by tak spróbować zastąpić drogeryjną pielęgnację np. twarzy naturalną lesswastową pielęgnacją? Możesz do niej użyć produktów, które znajdziesz w kuchni. Do oczyszczania twarzy sprawdzi się np. mączka migdałowa rozrobiona z wodą, do tonizowania wystarczy herbatka ziołowa lub dobrej jakości ocet jabłkowy rozcieńczony czterokrotnie wodą a nawilżać twarz możesz odpowiednio dobranym do skóry olejem! Nic się nie marnuje, poza spożywczymi opakowaniami nie produkujesz dodatkowych śmieci (ich również można uniknąć robiąc zakupy w stylu zero waste) a cera promienieje, ciesząc się że oszczędziłaś jej kontaktu ze szkodliwymi chemikaliami. Po czwarte i piąte RECYCLE&ROT ! Szklane butelki i papier przy takiej formie dbania o cerę to jedyne odpady, które generujemy. Są to materiały, które stosunkowo łatwo poddają się recyclingowi w porównaniu do plastikowych opakowań, w których w większości sprzedawane są kosmetyki drogeryjne. Czy wiesz, że używając do pielęgnacji produktów jadalnych, ewentualne odpadki możesz niemal zawsze skompostować? Mówię Ci: less is best - i dla Ciebie, i dla planety.


Recykling jest aspiryną, która uśmierza potężnego zbiorowego kaca... nadmierną konsumpcję – William McDonough, "Cradle to Cradle"

Taka mnie ostatnio naszła refleksja, że nasz w miarę sprawnie działający system odbioru śmieci jest z jednej strony błogosławieństwem a z drugiej takim ekologicznym przekleństwem. Mamy bowiem jako społeczeństwo wrażenie swego rodzaju bezkarności: cokolwiek byśmy nie kupili, w jakiejkolwiek by to nie było ilości i tak możemy z łatwością wyrzucić to “do śmieci”. Zawsze przyjedzie jakaś tam śmieciarka a my już dłużej opłakanych i śmierdzących skutków naszego konsumpcjonizmu oglądać nie będziemy musieli. Przecież wrzuciliśmy do odpowiedniego kontenera. Recycling w końcu. :( Nic to, że w Polsce według portalu samorządowego jedynie około 28% segregowanych odpadów podlega recyklingowi. Cóż z tego, że jest to proces kosztowny energetycznie, bo żeby coś przetworzyć li i jedynie dobra wola nie wystarczy. A co nas to obchodzi, że produktu, który powstanie bywa drogi i nie zawsze da się go wtórnie odzyskać? My zrobiliśmy przecież swoje! Nie da się przetworzyć? Zawsze można gdzieś wysłać...Do Indii na przykład, “tam i tak syf jest” - słychać zewsząd gadanie.

I o Indiach chciałam właśnie pare słów. Gdy na początku roku wylądowałam na lotnisku w Goa, kątem oka przeczytałam jeden z licznych bilbordów w stylu “Nie dla plastiku!”. Uśmiechnęłam się półgębkiem, myśląc sobie: “jasne, jedzie mi tu pociąg?” (tak się kiedyś mówiło , przynajmniej na Kujawach za moich nastoletnich czasów…). Głupia byłam bo nie wiem jak inne stany ale Goa wyprzedza nas o milion lat świetlnych we wprowadzaniu w życie filozofii less waste. Gdy robisz zakupy spożywcze praktycznie nigdzie nie dostaniesz plastikowej foliówki tylko właśnie wielorazowe i bardzo wytrzymałe (przywiozłam sobie do Polski i używam do dzisiaj) woreczki lub torby. W restauracjach żadnych jednorazowych naczyń, bambusowe słomki, szkło. Przy tym wszystkim ogromna kreatywność mieszkańców wykorzystujących śmieci na przeróżne sposoby. Nie, nie wszędzie jest czysto i nie wszystko jest różowe. Goańczycy palą śmieci na potęgę, co dla mnie uciekającej zimą od warszawskiego smogu było jednym z największych rozczarowań. Pytanie tylko dlaczego to robią? Śmieciarka po ten plastik, który mimo starań i tak ostatecznie ląduje na Goa, najzwyczajniej w świecie nie przyjedzie. Oni zostają sam na sam ze swoim (i nie swoim, bo wiadomo jak to bywa w turystycznych regionach) odpadem. Coś co nam się niemal nigdy nie przydarza a może powinno? 

Nie, ja nie chcę tutaj pastwić się nad przeciętnym Kowalskim, upatrując w nim ( i tym samym w samej sobie bo nie żyję lesswastowo od kołyski) jedynego winowajcy kryzysu klimatycznego. Ktoś inny (wielkie koncerny, politycy, prawodawcy, etc.) tu pociąga za sznurki ustawiając Kowalskiego pod takim a nie innym kątem (brak odpowiednich kampanii, złe decyzje na poziomie gospodarczo-administracyjnym, dostępność i niska cena plastiku i wszelkich jednorazówek sami wiecie jak jest). Nie znaczy to jednak wcale, że Kowalski nic do powiedzenia nie ma! Bo ma! I żeby było jasne: fajnie, żeby te śmieci jednak segregował. Z tym, że w obecnej sytuacji to jest zdecydowanie za mało. Trzeba myśleć o tym jak te codzienne tony śmieci ograniczyć! Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale przecież jest nas dużo! Decyzje konsumentów wywierają wymierny wpływ na gospodarkę i tym samym na środowisko. Twoje też...I moje… 

Nie wiesz od czego zacząć? Pomyśl czasem, że to, że swoich śmieci nie widzisz, raczej nie znaczy, że po prostu zniknęły. Rób co możesz, żeby produkować ich mniej!. Odmawiaj. Ograniczaj. Użyj ponownie. Oddaj do recyklingu. Kompostuj. Zerknij na grafikę poniżej (grafika od Less Plastic) i wprowadź choćby jedną prostą zasadę. Mały krok dla Ciebie… Trzymam za nas kciuki.

FAST FASHION

Co przemysł odzieżowy ma wspólnego z kryzysem klimatycznym? Absolutnie wszystko! Mam wrażenie, że nie wszyscy automatycznie wiążą te dwie kwestie a przecież to właśnie produkcja ubrań jest zaraz po petrochemii w niechlubnym rankingu zanieczyszczania środowiska. Fast fashion oprócz generowania niezliczonych ilości odpadów, przyczynia się również do cierpienia ludzi (wklejam link do krótkiego filmiku bardzo w temacie). I chociaż tak jak Marek Rabij (w tekście poniżej) daleka jestem od obarczania winą tylko i wyłącznie konsumenta, to sama od paru lat świadomie redukuję zawartość mojej szafy i korzystam z ekologicznych aletrnatyw. Czuję gdzieś w środku, że nie chcę być częścią całej tej machiny i robię co mogę by być jak najbardziej fair. Poniżej pare wskazówek z życia wziętych:

1️⃣wymieniam się ubraniami ze znajomymi i nieznajomymi w ramach tzw. swap party, ciuchowisk, etc.
2️⃣kupuję ubrania z drugiej ręki w szmateksach (coraz więcej jest też miejsc w internecie, gdzie można coś fajnego upolować)
3️⃣ceruję, przerabiam albo korzystam z usług szewca czy krawcowej (naukę szycia zostawiam sobie na kolejne wcielenie)
4️⃣ubrania, których nie używam oddaję organizacjom charytatywnym, potrzebującym
5️⃣uszkodzone lub nienadające się dłużej do użytku tekstylia przerabiam na ścierki wielokrotnego użytku (zamiast ręczników papierowych)
6️⃣gdybym miała więcej kasy, kupowałabym ubrania odzieżowych marek fair trade  Na blogu Ograniczam Się znajdziecie pare sugestii: https://www.ograniczamsie.com/…/kto-szyje-dobre-ubrania-pol…

"Powszechna świadomość problemu i jego skali teoretycznie powinna zagwarantować błyskawiczne rozwiązanie. Sęk w tym, że nie wiadomo, komu wysłać rachunek za kurację. Pięciogwiazdkowej fabryce docenionej przez międzynarodowych inspektorów za godziwe warunki pracy? Ona tylko dostarcza to, co chcą klienci, czyli tani towar i wizerunkowe alibi. Firmie odzieżowej z Europy lub Stanów Zjednoczonych gotowej targować się do upadłego o banalne dwadzieścia centów na każdym T-shircie? Jej nie stać na taką szczodrobliwość. Ma akcjonariuszy, którzy co roku oczekują podwojenia zysku, konkurentów, którzy też nie palą się do naprawiania świata z własnej kieszeni, oraz klientów, którzy nie chcą słyszeć o podwyżkach cen na ratowanie bangladeskich szwaczek. To może samym klientom? Tylko którym? Dwudziestolatce na umowie na czas określony, której przełożeni codziennie powtarzają, że jak się nie przyłoży do pracy, to jej etat znad Wisły lub Tamizy powędruje nad Ganges lub Jangcy? W łańcuchu pokarmowym, na szczycie którego znajdują się wielkie koncerny odzieżowe, nikt nie ma ochoty na przymusową dietę." (fragment książki "Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo", autor Marek Rabij)

OCZYSZCZAM PRZESTRZEŃ bo #lessisbest

Prawie pięć lat temu wróciłam z Lizbony do Polski z bagatela jedną walizką (sic!). I chociaż żyje sobie z mężem całkiem skromnie to nie ma takiej siły, która zamknęłaby mój dzisiejszy dobytek w jedną, dwie albo nawet trzy walizki. No way! Może niektórym wyda się to dziwne, ale ja osobiście czuje się obciążona nadmiarem rzeczy. Wkurza mnie to, że muszę je nieustannie porządkować, przekładać z miejsca na miejsce, prać, szorować, upychać, przecierać, polerować, szukać dla nich miejsca i używać, bo w końcu po coś je nabyłam. Jednocześnie kategoria “nieustannie” przy mojej “ogromnej inaczej” woli do sprzątania prowadzi mnie nieuchronnie w kierunku takiego “małego bajzelku”, takiego, który toleruje się z lekko zaciśniętymi zębami i który generuje chęć do sprzątania rzadko a właściwie głównie wtedy gdy mamy gości :) Drodzy znajomi okażcie swoje miłosierdzie i odwiedzajcie nas częściej 🤣

A sprzątanie to przecież nie wszystko. Kupiłaś książkę to ją przeczytaj. Masz drukarkę to jej używaj. Obieraczka do warzyw przypomina o sobie - zrób z niej użytek. Zebrałaś ziółko, zrób macerat, gliceryt, ekstrakt etanolowy, kwasowy albo ringlicer. Ten sweter drogo kosztował więc skoro go regularnie nie nosisz to chociaż upierz go czasami albo przełóż z jednego miejsca w drugie w szafie. Dostałaś hopla na punkcie decoupage? Go for it! W końcu masz tyle materiałów do wykorzystania. Mówię Wam to się nie kończy a doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i chociaż brzmi to może zabawnie, to w gruncie rzeczy pokazuje w jaką straszną pułapkę się złapałam, jak dzień w dzień walczę z przedmiotami o przysłowiowy czas dla siebie.

Od czasu do czasu pojawia się we mnie dzika potrzeba skończenia z powyższym. Najłatwiej i najszybciej byłoby wyrzucić wszystko na śmietnik. Rach ciach i po problemie! No nie bardzo… Bo choć może mnie samej może się przez chwilę wydawać, że oczyściłam przestrzeń, to z punktu widzenia planety dołożyłam oliwy do ognia. Śmieci pozornie znikające z moich oczu gdzieś przecież muszą trafić, jakiś kawałek ziemi zanieczyścić - ocean, glebę, powietrze, coś na pewno. Czy istnieje w ogóle jakiekolwiek sensowne rozwiązanie tej patowej sytuacji? Może nie idealne ale najbardziej sensowne wydaje mi się puszczenie mnie niepotrzebnych a wciąż zdatnych do użytku rzeczy w drugi obieg, ale z głową. Pare pomysłów na szybko:

👉Ubraniami, w których nie chodzę mogę wymienić się w ramach różnych SWAP inicjatyw, mogę je też sprzedać albo oddać potrzebującym (warto przy okazji wybadać wcześniej potrzeby organizacji charytatywnych, które “zalewamy” swoją dobrocią) Ciuchowisko Fundacja Sue Ryder

👉Jedzenie, którego nie będę już jeść dlatego, że nie mam ochoty, nie smakuje mi etc. a ono wciąż nadaje się do spożycia, warto zanieść do Jadłodzielni, których akurat w Warszawie jest całe mnóstwo Foodsharing Warszawa

👉Książkami również można się wymienić, oddać do bibliotek, do alma mater (tak skończyły moje powieści po portugalsku, których w zwykłej bibliotece, nie oszukujmy się, i tak nikt by nie czytał) lub zostawić na bookcrossingowej półce gdzieś w okolicy Fundacja Bookcrossing Polska

👉Przydasie, artykuły hobbystyczne, dekoracje, meble, do których pałam nie tą samą miłością co w godzinie zakupu mogę zaoferować innym np. na lokalnych grupach zerowastowych, w ramach wymiennika lub wyprzedaży garażowej Wymiennik. Społecznościowy System Wymiany.

👉Półprodukty kosmetyczne, zioła, proszki, olejki i pokrewne najlepiej by było po prostu przerobić na kosmetyki, dając upust swojej kreatywności. Nawet jeśli akurat nie potrzebuję szamponu czy mydła, nic nie stoi na przeszkodzie żeby je komuś podarować. Przy okazji mogę dać drugie życie pojemnikom po kosmetykach, które znoszą do mnie na prośbę znajomi. Pomysł czasochłonny, ale dający szansę na rozwinięcie kosmetycznych skrzydeł i bardzo w duchu zero waste.

Mogłabym tak długo, ale w gruncie rzeczy czuję, że cokolwiek bym nie zrobiła moje starania spełzną na niczym jeśli od dzisiaj, od teraz dwa, trzy, pięć razy nie zastanowię się zanim czegoś nowego nie kupię 👍 W pierwszej kolejności mogę sprawdzić czy nie da się tego zastąpić czymś, co już mam (np. niby niezbędną granatową sukienkę czarną, w kuchni przykładowe pestki dyni pestkami słonecznika), potem poprosić znajomych o ewentualne wypożyczenie (książki, rowera, wolnowaru). Następnie gruntownie sobie przemyśleć czy to rzeczywiście takie znowu niezbędne będzie, zwizualizować to jak z tego korzystam za tydzień, miesiąc, rok i wreszcie na koniec dać sobie trochę czas na wygaszenie kompulsywnego pragnienia ewentualnie kupić jeśli rzeczywiście takiego niezbędne się okaże. Stosunkowo proste w porównaniu do czasochłonnego i dość obciążającego oczyszczania przestrzeni. Nieprawdaż?

Poniżej mała podpowiedź do oczyszczania przestrzeni zaczerpnięta z książki propagatorki życia w stylu zero waste Bei Johnson.


      ROZWÓD Z PLASTIKIEM   

          Rozwodzę się z nim od jakiegoś czasu i ostatnio, mimo oczywistych postępów w procesie,  mocno się zastanawiam czy to w ogóle kiedykolwiek nastąpi. Moim naprawdę ostatnim celem jest sianie tutaj defetyzmu, ale naprawdę mega ciężko się z nim rozstać. Ciągle próbujesz go zastąpić a on niepokornie powraca, najczęściej wtedy gdy wszystkiego nie zaplanujesz co do joty: zapomniałaś butelki wielorazowej, zachciało ci się ulubionego batonika i nie dałaś rady nad tym zapanować albo kupujesz napój w knajpie i ni stąd ni zowąd podjeżdża w plastikowym opakowaniu. Tak, tak, możesz poprosić o przelanie, ale o ile do twojego bilansu możesz przekornie go nie wliczyć, to do bilansu planety wliczy się on sam. I chociaż świat mi tego nie ułatwia, to jestem zdania, że lepsza już separacja niż trwanie w toksycznym (sic!) związku. Tak, o ten cholerny plastik właśnie mi chodzi!!!

          Poniżej spisałam pare moich lessplastic patentów z podziałem na trzy etapy zaawansowania, bo dobrze wiem, że radykalne próby antyplastikowej rewolucji niekiedy nie przynoszą innych efektów niż tylko frustrację. Lepiej więc pokornie krok po kroku, ale uparcie do celu, który może i jest utopijny i mało znaczy gdy pozostaje jednostkowy, ale gdy przybiera perspektywę globalną staje się coraz bardziej realny. Bo skoro przeciętny Duńczyk może zużywać 4 reklamówki rocznie (Polak podobno blisko 500), to dlaczego niby Polak tak nie może? Gonić Duńczyka!

ETAP EASY PEASY

🍀Zamiast plastikowej butelki kup wielorazową. W sytuacjach podbramkowych typu “zapomniało mi się” wybieraj butelkę szklaną. Mimo wysokich kosztów produkcji jest lepsza dla zdrowia i ma większą szansę na ponowne przetworzenie, możesz jej również używać wielokrotnie.

🍀Pij wodę z kranu albo jeśli jest potrzeba zainwestuj w filtr. Taka woda jest lepszej jakości od butelkowanej, wychodzi taniej a Ty nie musisz biegać z butelkami.

🍀Kup lub zrób wielorazowe woreczki na żywność. Możesz do nich chować warzywa, owoce, pieczywo, orzechy, bakalie i wszystko to, co uda Ci się kupić na wagę.

ETAP UP

🌳Kupuj odpowiedzialnie. Wspieraj marki i miejsca z misją. W Warszawie na przykład działa @Kooperatywa Dobrze, w której jeśli tylko portfel mi na to pozwala robię zakupy. Mają kasze, fasole, płatki wszelakie, makarony, suszone owoce a nawet sodę oczyszczoną na wagę. Jak zapomnisz woreczka, możesz zawsze skorzystać z torb bumerangów na miejscu. Zdarza mi się kupować tam przepyszne jogurty w słoiczkach, które na dodatek można potem jeszcze zwrócić. 

🌳 Naucz się samodzielnie robić proste środki do czyszczenia i prania, a jeśli starczy Ci sił to również mydło i ocet. Fajna przygoda i sporo wytchnienia dla planety od plastiku i przy okazji dla Twojego systemu immunologicznego. Najprostszy proszek do prania to połączenie raptem dwóch składników: sody kalcynowanej z boraksem. Jest też mnóstwo łatwych i skutecznych kosmetyków, które można stworzyć na bazie kuchennych bądź ziołowych składników. Pisałam o tym chociażby tutaj: http://tiny.cc/yhp5az

ETAP DUŃSKI

🌿 To co możesz i potrafisz zrób w domu. Ja stawiam na soki z mojej ponad 30-letniej sokowirówki, na domowe ciasta i domowe obiadki. Korzystam z darów natury: bywa, że zrobię sok z czarnego bzu, ocet z kwiatów mniszka, naleweczkę orzechową, sporadycznie jakiś dżemik. Na moim stole regularnie lądują dzikie chwasty, jadalne kwiaty i zioła, np. takie: https://www.martalebre.com/Z-pami%C4%99tnika-dzikiego-alchemika.php Daleko mi w tym wszystkim do ideału, nadal często popełniam “plastikowe crimes”. Pisałam już chyba, że tak bardzo daleko mi jeszcze do tego rozwodu?

🌿 Kubeczek menstruacyjny lub wkładki/podpaski wielorazowe (ja wybrałam tą drugą opcję) pozwalają uniknąć plastikowych odpadów, których nijak przetworzyć się nie da. Podobna historia dotyczy pieluszek wielorazowych. Temat rzeka na osobnego posta, ale generalnie bardzo polecam. Jeśli nie całkowitą rezygnację z jednorazówek, to może chociaż ograniczenie ich użycia?


Wklejam Wam tutajj link do krótkiego filmiku, na którym Alison Teal w ramach Alison’s Adventures pokazuje między innymi ogrom plastikowego problemu na naszej planecie. Robi to w nieco kiczowaty i satyryczny sposób, ale jedno jej trzeba przyznać - jak nikt przemawia do wyobraźni:

https://www.youtube.com/watch?v=msWS-e8hnrM



© Copyright martalebre